title: Zabieganie, zamieszanie. | date: 14.07.2011 :: 12:20 | Skomentuj (12)
Jakieś takie zabieganie wkroczyło w moje nudne życie, ha. Tydzień temu w piątek zadzwonił ojciec z informacją, że ma dla nas pracę (mnie i mojej siostry - ochrzcijmy ją, niech będzie L. ;)) stawiłyśmy się w tempie ekspresowym, bo już po 37 minutach ;d praca dość ciężka, fizyczna, w pełnym słońcu, dlatego gry pracuję czuję się jak jakiś kot (kot /=mięcho/) na patelni miło smażąc się w oleju z pierwszego tłoczenia.
Ale i tak jestem zadowolona - trzeba zauważać plusy - robię coś produktywnego, opalam się, a do tego mam kase i satysfakcje!
Dziś L. z mamą podbijają Wrocław, a ja siedzę w domu, warto zauważyć, że w domu z remontem! ;o i gotuję obiad :) co chwile ktoś mi zawraca głowę, i powoli zaczynam się zastanawiać ile już kilogramów soli wsypałam do obiadu...
Kolejna dobra dla mnie wiadomość, jako, że L. z końcem września wyprowadza się do Wrocławia, zabiera także ze sobą swojego laptopa, a my zostaniemy bez komputera, a co ważniejsze bez internetu (mój kochany Lucjan wyzionął niestety ducha, i po kilku bezczynnych miesiącach pod kołderką kurzu u mnie w pokoju wyniosłam go na poddasze) ojciec, tak ojciec, przyznał mi rację, że trzeba porozglądać się za nowym laptopikiem. Ha, a to oznacza, że będę miała nieograniczony dostęp do netu, i będę mogła pisać, kiedy mam ochotę, a nie wtedy kiedy L. okaże mi swoją litość/łaskawość.
Z M. czuję, że mi się sypie. Znów. Dostał się do Poznania - a to jakieś 10h drogi do mnie (zawsze mniej niż z Bydg, ale nadal...). Na dodatek niepozytywne nastawienie mamy jeśli chodzi o Nas nie pomaga. Jest dużo łez, sprzeczek, tęsknimy do siebie też bardzo. Chcę z nim być, ale jednocześnie mam wrażenie jakbym była w starym dobrym małżeństwie. Czasami myślę, że chciałabym zobaczyć jak byłoby mi z kimś innym, chciałabym się troszeczkę wyszaleć, a tu mam jakąś blokadę - bo przecież mam M. On jest jak takie duże małe dziecko. Trzeba mu mówić Michaś, zrób to, Michaś zrób tamto, Michaś zapomniałeś (...). Z jednej strony chcę z nim być, potrzebuje go, jest moim nie tylko chłopakiem ale przede wszystkim przyjacielem, a z drugiej czasami żałuję, że zakochałam się w przyjacielu - wiem, że gdyby nie udało się nam być razem, po tym co razem przeszliśmy, co między nami było, nasze stosunki jako przyjaciele były by bardzo kruche - to nie byłaby już prawdziwa przyjaźń.
Teraz, stwierdziłam, że wolę żyć chwilą, nie zamykam się na to, że to mój pierwszy i ostatni, nie planuję 100 lat w przyszłość. Po prostu jestem, dbam, walczę o nas, jeśli kiedyś nam się nie uda, to widocznie tak miało być.
Ale się rozpisałam, lecę zobaczyć co z moim obiadkiem ;)